Latest / Przygody Felka Wafelka - bajki dla dzieci / Czwarty Składnik 🍪 Bajka dla dzieci (Pierniczki 3) | Felek Wafelek (PFW_062)
Transcript
- 0:00Cześć tu radkowski to jest ta chwila finał pierniś zgasła,
- 0:06stała się głuchą maskotką, która nie słyszy gabrysi.
- 0:10Pierniczek ledwo się trzyma na dłoni miłosza gorzki mur blokuje
- 0:14wejście do pod piernik owca, a gorzka gertruda gdzieś w
- 0:19ciemnościach sama nie wie jak cofnąć to co zrobiła.
- 0:24Ale gabrysia podniosła głowę i w jej oczach nie ma strachu.
- 0:29Jest determinacja. Słuchacie felek, wafelek i
- 0:33piernikowa gra, część trzecia, czwarty składnik.
- 0:38Czy da się uratować świat nie pokonując przeciwnika, ale
- 0:42zapraszając go z powrotem do stołu?
- 0:45Czy pięciolatka może zrobić coś, czego nie potrafi nikt inny i
- 0:50jaka jest prawdziwa receptura na piernik?
- 0:54Poprawcie wafelkowe czapeczki po raz ostatni przytulcie mocno
- 0:57swoją ulubioną przytulankę i szepnijcie jej coś waszego do
- 1:01jej łóżka. Tylko waszego gotowi na
- 1:06czekoladowym tropie. Zaczynamy, jeżeli felek stał się
- 1:09już znajomym głosem w waszym domu, zaobserwujcie nasz kanał i
- 1:13zostawcie ocenę. To dla nas najmilszy sygnał, by
- 1:17opowiadać dalej, a jeśli chcecie wesprzeć przygody felka, możecie
- 1:21postawić mu symboliczne kakao na patronite.
- 1:24Ten mały gest daje nam wielką moc do tworzenia kolejnych
- 1:28historii na czekoladowym tropie link znajdziecie w opisie,
- 1:32dziękuję, że jesteście częścią tego świata.
- 1:35Mur z gorzkiego syropu stał przed nimi jak odpowiedź, której
- 1:38nikt nie chciał usłyszeć. Ciemny, twardy, gładki jak szyba
- 1:43z obsydianu pachniał goryczą tak intensywnie, że oczy szczypały,
- 1:49a u felka, który i tak miał już resztki gorzkiej polewy za
- 1:53uszami wafelkowe nozdrza zatrzepotały w proteście.
- 1:57Miłosz stał z lewej strony muru i analizował.
- 2:01Gdybyśmy mieli dźwignie albo coś ciepłego, ale mocniejszego niż
- 2:06tryb, albo gdybyśmy znaleźli pęknięcie w strukturze, felek
- 2:11obchodził mur z prawej strony pukając w niego czekoladowymi
- 2:15knykciami. Solidny, mruknął ani ryski, ani
- 2:20szczeliny. To nie jest mur do obejścia,
- 2:22ktoś go postawił, żeby nikt nie przeszedł.
- 2:25Laki drapał łapami u podstawy cicho, uporczywie z determinacją
- 2:31psa, który kiedyś wykopał piłkę spod metra ziemi i nie zamierza
- 2:35się teraz poddać. Skala stała z boku i kręciła
- 2:39głową. Próbowałam wiele razy, nie da
- 2:44się. Gabrysia nie słuchała ich.
- 2:48Stała przed murem z piernik przy piersi cichą i głuchą i patrzyła
- 2:53na gorzki syrop jak ktoś, kto nie szuka odpowiedzi w głowie
- 2:56tylko w środku. Głębiej tam, gdzie nie sięga
- 3:00logika, ale sięga coś innego. Podniosła wolną rękę.
- 3:06Gabi, co robisz? Zapytał Miłosz.
- 3:09Nie odpowiedziała. Przyłożyła dłoń do muru.
- 3:14Gorzki syrop był zimny pod jej palcami, twardy, nieprzyjemny.
- 3:20Taki od którego chce się cofnąć rękę taki, który mówi nie
- 3:24dotykaj. Nie zbliżaj się, nie próbuj.
- 3:28Ale gabrysia nie cofnęła ręki. Wiem, że nie chciałaś, żeby tak
- 3:32wyszło powiedziała cicho nie do muru do kogoś za murem, do
- 3:39kogoś, kto gdzieś tam słuchał, nawet jeśli udawał, że nie.
- 3:44Wiem, że nikt nie mówił ci, że jesteś ważna, ale ja mówię
- 3:48teraz. Pod jej palcami coś drgnęło.
- 3:52Nie głośno, nie widowiskowo. Maleńkie drżenie, jak oddech
- 3:57kogoś, kto bardzo długo wstrzymywał powietrze i właśnie
- 4:01wypuścił pierwsze tchnienie. Pryk pęknięcie.
- 4:06Cienkie jak włos przebiegło przez gorzki syrop od miejsca,
- 4:09gdzie leżała dłoń gabrysi w górę, na boki, w dół jak
- 4:14pęknięcie na tafli lodu, gdy wiosenne słońce zaczynają topić
- 4:19mur nie rozpadł się, nie eksplodował, nie zniknął w
- 4:23magicznym błysku. Pękł cicho.
- 4:28Od ciepła. Szczelina była wąska, ledwo na
- 4:32jedno dziecko i jednego czekoladowego bohatera, ale
- 4:35wystarczająca Miłosz patrzył z otwartymi ustami.
- 4:40I jak ty to zaczął? Felek położył mu czekoladową
- 4:45dłoń na ramieniu. Słodkie myślenie to rozwiązanie
- 4:49powiedział cicho, ale tym razem rozwiązaniem było serce, nie
- 4:54głowa. Gabrysia nie obejrzała się już
- 4:57szła przez szczelinę spierniś przy piersi i z krokiem, który
- 5:02nie wahał się ani raz. Za murem świat zmienił się,
- 5:08schodzili w dół po schodach z ciasta imbirowego wzdłuż ścian z
- 5:13piernikowej kory, obok rur z lukru, które biegły pod sufitem
- 5:17jak żyły podziemnego organizmu. Maszyny z goździków ianyżu stały
- 5:22po bokach korytarza, nieruchome, zakurzone gorzkim pyłem jak
- 5:27słoiki z przyprawami, o których babcia zapomniała na najwyższej
- 5:31półce. Ktoś je wyłączył dawno temu i
- 5:34nikt nie pamiętał jakie włączyć z powrotem.
- 5:38Pod piernik owiec. Piernikowy odpowiednik
- 5:41podziemnego Wrocławia, tunele, komory skrzyżowania, ale
- 5:45wszystko z ciasta lukru i przypraw.
- 5:49Gdyby piernik landia miała piwnicę, to właśnie tak by
- 5:52wyglądała głęboko cicho i teraz bardzo gorzko.
- 5:58Kala prowadziła, znała każdy zakręt, każde skrzyżowanie,
- 6:03każdą rurę, która skręcała w lewo zamiast w prawo.
- 6:07Szła pewnie choć jej piernikowe nóżki ledwo trzymały, bo i ona
- 6:10gasła. I jak wszystko w tym świecie?
- 6:16Laki tropił jego wzmocniony nos ten piernikowy super nos, który
- 6:21w pierniklandii wyczuwał smaki na kilometry, prowadził go
- 6:25prosto, jakby ktoś narysował przed nim niewidzialną linię
- 6:28zapachu. Nie wąchał na boki, nie kręcił
- 6:32się, szedł jak strzała, bo tryb odwagi pachniał i laki wiedział
- 6:37dokładnie gdzie. Tam warknął cicho polaki,
- 6:42wskazując nosem w ciemność. Komora gorzkiego serca szepnęła
- 6:47kala najgłębsze pomieszczenie w podpiernik owcu.
- 6:52Tam gorzki smak jest najsilniejszy.
- 6:56Im głębiej schodzili, tym powietrze było cięższe, gęstsze,
- 7:01gorzkie jak kawa z podwójnym espresso, do której nikt nie
- 7:05dolał mleka. Ciężkie jak ostatni kawałek
- 7:09tortu, którego nikt nie chce, bo jest z samego spodu, ale w
- 7:13którym kryje się najwięcej smaku?
- 7:15Jakby ktoś zamknął w tych tunelach cały smutek
- 7:18pierniklandii i zatrzasnął drzwi pierniczek na dłoni miłosza
- 7:23leżał prawie nieruchomo. Oczka otwierał coraz rzadziej,
- 7:26Miłosz niósł go ostrożnie jak najcenniejszą rzecz na świecie i
- 7:31nie mówił nic. Bo bał się, że jeśli otworzy
- 7:34usta, to nie zdoła ich zamknąć bez drżenia w głosie.
- 7:38I wtedy felek poczuł to znowu gorzka polewa ta sama co w
- 7:43lokomotywie ciemna, gęsta substancja, która zaczęła
- 7:47pełznąć po jego czekoladowym ciele, jak powolna lepka fala,
- 7:52najpierw na dłoniach, potem na nadgarstkach na łokciach.
- 7:57Ale tym razem felek się nie szarpał, nie próbował jej
- 8:01odłamać, nie krzyczał, zatrzymał się.
- 8:05Popatrzył na swoje ciemniejące ręce i powiedział coś, co
- 8:09zaskoczyło wszystkich gorycz nie jest wrogiem.
- 8:14Miłosz spojrzał na niego. Co gorycz nie jest wrogiem.
- 8:19Powtórzył felek. Spokojnie jest częścią smaku,
- 8:23tak jak cień jest częścią światła, tak jak ciężar jest
- 8:27częścią siły. Polewa na jego rękach drgnęła i
- 8:32nie stwardniała została ciemna gorzka ale miękka jak warstwa
- 8:40gorzkiej czekolady na pralince tej dobrej gorzkiej czekolady,
- 8:44która nadaje głębi nie blokuje, nie kruszy, nie boli.
- 8:50Felek poruszył palcami, działały, poruszył rękami,
- 8:55działały, polewa, leżała na nim jak druga skóra, gorzka, ale nie
- 9:01groźna, bo felek ją zaakceptował.
- 9:05Mruknął z lekkim zaskoczeniem, a więc tak to działa, kiedy
- 9:09przestajesz walczyć z goryczką, ona przestaje walczyć z tobą.
- 9:15Kala patrzyła na niego z mieszanką podziwu i czegoś, co
- 9:19wyglądało jak nadzieją. Dotarli do komory gorzkiego
- 9:23serca, okrągłe pomieszczenie głębokie pod ziemią, z sufitem
- 9:28ze splecionych goździków i podłogą z ciemnego piernikowego
- 9:31ciasta. Na środku kamienny postument
- 9:34zanyżu, a na nim tryb odwagi. Brązowy trybik w kształcie
- 9:41tarczy ciemniejszy niż złoty i srebrny cięższy, taki, który
- 9:47wyglądał jakby wiele przeszedł i właśnie dlatego był silniejszy.
- 9:51Miłosz podszedł i podniósł go jedną ręką, bo drugą wciąż
- 9:56trzymał pierniczka. 3 z 3 powiedział, ale w jego głosie
- 10:01nie było triumfu, bo wiedział, że to jeszcze nie koniec.
- 10:07Wracali szybko, ale nie tą samą drogą.
- 10:11Kala znała pod piernik owiec jak własną kieszeń i wiedziała coś,
- 10:15czego nie było na żadnej mapie. Tunele krasnali łączą się pod
- 10:21całą pierniklandią. Powiedziała, prowadząc ich przez
- 10:24ciemne, zakręcone korytarze spod piernik owca można dotrzeć
- 10:29wszędzie, nie wychodząc na powierzchnię, też do centrum do
- 10:33młyna. Podziemne metro krasnali, Miłosz
- 10:37uniósł brwi niezły skrót. Nie skrót poprawiła kala droga,
- 10:45którą nikt nie chodzi, bo wszyscy zapomnieli, że istnieje.
- 10:49Felek mroknął pod nosem zupełnie jak z gorzkim smakiem.
- 10:55Szli szybko tunele z ciasta stawały się coraz jaśniejsze.
- 11:00Gorzki pył rzedu powietrze ciepło, a po kilku minutach
- 11:04biegu wypadli z podziemnego korytarza prosto do centrum
- 11:07pierniklandii, gdzie stał wielki młyn przypraw.
- 11:13Młyn czekał cichy, nieruchomy. Z 4 komorami smakowymi, które
- 11:19wyglądały jak 4 oczy patrzące w 4 różne strony i żadne z nich
- 11:24nie widziało tego, co chciało zobaczyć.
- 11:27Miłosz stanął przed komorą słodyczy 3 puste gniazda, 3
- 11:32tryby w rękach. Gotowe?
- 11:35Zapytał. Gabrysia kiwnęła głową felek
- 11:39kiwnął głową kala, która dotarła z nimi kiwnęła głową laki machną
- 11:45ogonem, co u psa oznaczało to samo.
- 11:49Miłosz podszedł do młyna tryb serca, złoty trybik serduszko.
- 11:55Trik wsunął się w gniazdo jak klucz w zamek, idealnie tryb
- 12:00rozumu, srebrna, gwiazdka, klik drugie gniazdo pasował jak
- 12:05puzzle, które wreszcie znalazły swoje miejsce.
- 12:09Tryb odwagi, brązowa tarcza, klik, trzecie gniazdo, młyn
- 12:15drgnął. To był piękny dźwięk, głęboki,
- 12:18mechaniczny jak oddech maszynerii, która właśnie się
- 12:22budzi zębatki w komorze słodyczy poruszyły się wolno z
- 12:26zardzewiałym skrzypieniem jak stare drzwi w domu, który dawno
- 12:30nie miał gości. Komora słodka ożyła.
- 12:35Miłosz uśmiechnął się pierwszy raz od bardzo dawna.
- 12:40Ale młyn. Nie ruszył.
- 12:43Zębatki obróciły się raz drugi, trzeci i stanęły komora słodka
- 12:50działa komora korzenna, nieruchoma, ale cała komora
- 12:55kwaśna tak samo. Ale czwarta komora komora
- 13:00gorzkiego smaku była pusta, nie zepsuta, nie zablokowana, po
- 13:05prostu pusta, jakby ktoś z niej wyszedł i nie wrócił.
- 13:11Felek zmarszczył wafelkowe czoło tak głęboko, że czapeczka
- 13:15zsunęła mu się na oczy, poprawił ją i powiedział 3 tryby
- 13:20odzyskane komora słodyczy działa, ale młyn potrzebuje
- 13:24wszystkich 4 komór i czwarta gorzka jest pusta od dnia, gdy
- 13:31gertruda odeszła. Miłosz otworzył usta.
- 13:36Ale to gertruda jest problemem, ona ukradł.
- 13:39Nie przerwał felek i jego głos był cichy, ale pewny, jak głos
- 13:45kogoś, kto właśnie połączył ostatnie puzzle.
- 13:49Ona nie ukradła smaku. Ona jest smakiem, który odszedł.
- 13:55Gertruda to gorycz, a gorycz jest jednym z 4 smaków, które
- 13:59napędzają młyn. Dopóki gertruda nie wróci,
- 14:04dopóki gorycz nie będzie częścią receptury, młyn nie ruszy nawet
- 14:10z 3 trybami, bo receptura potrzebuje wszystkich 4 smaków.
- 14:16Cisza. Taka Cisza, w której słychać,
- 14:19jak myśli układają się w głowie jak kostki domina, które spadają
- 14:23jedna po drugiej, aż powstaje obraz, którego wcześniej nie
- 14:27było widać. Słodycz bez goryczki to lukier
- 14:30na niczym prawdziwy piernik potrzebuje wszystkich smaków
- 14:34razem. Wszystko co gertruda mówiła,
- 14:37wszystko co koziołki pytały wszystko, co wydawało się
- 14:41zagadką. Teraz było odpowiedzią gabrysia
- 14:45spierniś wciąż przy piersi powiedziała cicho.
- 14:49To znaczy, że nie musimy jej pokonać.
- 14:52Musimy ją zaprosić z powrotem. Felek kiwnął głową, dokładnie
- 14:58pójdę po nią. Gabrysia powiedziała, to
- 15:01zwyczajnie bez dramatyzmu, bez wielkiego gestu, tak jak mówi
- 15:06się pójdę po chleb albo pójdę zamknąć okno.
- 15:10Ale wszyscy wiedzieli, że to nie jest takie proste.
- 15:15Miłosz zrobił krok do przodu, otworzył usta, bo stratedzy nie
- 15:19wysyłają pięciolatek samych w ciemność, bo logika mówi, że w
- 15:23drużynie jest bezpieczniej, bo w każdej grze, którą znał drużyna,
- 15:27trzyma się razem. I zamknął je.
- 15:32Bo nagle zrozumiał coś, czego szachy go nie nauczyły, że nie
- 15:36każdą zagadkę rozwiązuje się w głowie, że są takie, na które
- 15:40odpowiedź mieszka gdzieś indziej głębiej, cieplej, w miejscu, do
- 15:45którego logika nie ma klucza, patrzą na swoją kuzynkę na tę
- 15:49małą gabrysię, która jeszcze dziś rano budowała bazę skoców i
- 15:54chichotała. Kiedy laki wcisnął nos pod koc?
- 15:57Na te gabrysie, która szeptała mu pomysły na ucho zamiast mówić
- 16:01je głośno i widział jak stoi teraz.
- 16:04Prosta, spokojna z głuchą maskotką przy sercu i oczami, w
- 16:10których nie ma strachu. Miłosz wziął oddech i powiedział
- 16:14coś, co zaskoczyło wszystkich najbardziej jego samego.
- 16:19Gabi to ty powinnaś z nią porozmawiać.
- 16:23Gabrysia spojrzała na niego. Ja rozwiązuję zagadki powiedział
- 16:27Miłosz. Ty rozwiązujesz ludzi i to jest
- 16:31zagadka, której ja nie umiem rozwiązać.
- 16:34Felek kiwnął głową z czymś, co wyglądało na dumę.
- 16:38Nie z siebie z miłosza, bo zrozumieć, że ktoś inny potrafi
- 16:43coś lepiej i powiedzieć to głośno, to najtrudniejsza
- 16:47zagadka ze wszystkich. Słodkie myślenie to rozwiązanie
- 16:51powiedział felek, cicho, ale tym razem rozwiązaniem jest serce,
- 16:56nie głowa. Gabrysia patrzyła na miłosza i w
- 17:00jej oczach było coś nowego. Nie, bo jesteś starszy i nie, bo
- 17:05tak trzeba. Szacunek taki, który rodzi się,
- 17:09gdy ktoś mówi, zaufam ci, bo wiem, że potrafisz.
- 17:15Uważaj na siebie powiedział Miłosz cicho.
- 17:18Gabrysia uśmiechnęła się lekko ciepło.
- 17:23Będę. Odwróciła się i zatrzymała, bo
- 17:29nie wiedziała w którą stronę iść.
- 17:31Miłosz powiedziała cicho. Gdzie ona jest?
- 17:38Miłosz zmarszczył, brwi pomyślał i zrobił to, co robią najlepiej
- 17:44połączył fakty. Gertruda to gorycz powiedział.
- 17:48Powoli gorycz jest zawsze na obrzeżach, na końcu tak jak
- 17:53gorzki smak w piernika dociera do ciebie jako ostatni już po
- 17:57słodyczy i korzeniach. Zerknął na pierniczka, który
- 18:01ledwo mrugał na jego dłoni. Pierniczku jest takie miejsce na
- 18:07samych krańcach pierniklandii. Pierniczek otworzył oczko z
- 18:11wysiłkiem. Gorzki ogród szepnął na
- 18:16obrzeżach, tam, gdzie świat ciasta kończy się, idź
- 18:21cynamonowąścieżką na zachód tam, gdzie robi się ciemno.
- 18:27Miłosz kiwnął głową i spojrzał na gabrysie.
- 18:31Cynamonowaścieżka na zachód aż zrobi się ciemno trafisz.
- 18:37Trafię powiedziała gabrysia i poszła.
- 18:41Gorzki ogród leżał na samych obrzeżach pierniklandii tam,
- 18:45gdzie świat z ciasta i lukru kończył się, a zaczynała Cisza.
- 18:50Gabrysia szła cynamonowąścieżką, która stawała się coraz węższa i
- 18:54coraz ciemniejsza drzewa po dokach nie były już ze
- 18:57złocistego ciasta. Były z ciemnego prawie czarnego
- 19:01piernika. Gałęzie miały kształt
- 19:04wyciągniętych rąk, jakby prosiły o coś, czego nie umiały nazwać
- 19:10na gałęziach rosły kwiaty, ale nie były kolorowe.
- 19:13Były gorzkie, ciemne, piękne, na swój smutny sposób, jak muzyka w
- 19:19tonacji molowej, która jest piękna właśnie dlatego, że nie
- 19:23udaje wesołej. W powietrzu unosił się zapach
- 19:27gorzkiej czekolady i czegoś jeszcze zapomnianej herbaty.
- 19:32Nie otwartego listu wieczoru spędzonego samotnie przy oknie.
- 19:37Na ławce pod najciemniejszym drzewem na samym środku
- 19:41gorzkiego ogrodu siedziała gertruda.
- 19:44Korona leżała na jej kolanach, pęknięta na pół, gertruda
- 19:49trzymała obie połówki w dłoniach i obracała je wolno, jakby
- 19:53próbowała wymyślić jak je skleić i wiedziała, że sama nie
- 19:57potrafi. Wokół niej na ziemi, pod ławką,
- 20:02na gałęziach skulone były chochliki małe gorzkie
- 20:07stworzonka, które w części pierwszej wyglądały na groźne.
- 20:11Teraz teraz były jak dzieci, które boją się burzy cicho
- 20:16skulone z oczami pełnymi pytania, na które nikt nie
- 20:20odpowiadał. Gabrysia podeszła i usiadła obok
- 20:24gertrudy. Tak po prostu bez pytania o
- 20:27pozwolenie bez czy mogę? Usiadła jak siada się obok
- 20:31kogoś, kto jest smutny, blisko, ale nie za blisko, tak, żeby
- 20:36tamten wiedział, że nie jest sam, ale żeby nie czuł się
- 20:40zmuszony do mówienia. Przez chwilę siedziały w ciszy
- 20:45gorzki wiatr szumiał w ciemnych gałęziach.
- 20:48Wiesz, zaczęła gabrysia moja pierniś zgasła.
- 20:54Nie powiedziała tego z oskarżeniem, nie powiedziała
- 20:56przez ciebie powiedziała, to tak, jak mówi się o czymś, co
- 21:00bardzo boli prosto, cicho, bez owijania w lukier.
- 21:06I bardzo mnie to boli. Gertruda nie odpowiedziała, ale
- 21:11jej palce na pękniętej koronie zacisnęły się mocniej.
- 21:16Ale wiesz co mnie boli jeszcze bardziej ciągnęła gabrysia.
- 21:20Że ty tu siedzisz sama, bo nikt nie powiedział ci, że gorzki
- 21:24smak jest ważny. Gertruda odwróciła się powoli.
- 21:30Jej oczy ciemne, zmęczone z orzechów laskowych patrzyły na
- 21:34gabrysie tak jakby widziało ją po raz pierwszy i po raz setny
- 21:39jednocześnie. Mała powiedziała gertruda i w
- 21:43jej głosie nie było sarkazmu, był tylko smutek.
- 21:47Co ty możesz wiedzieć o goryczce?
- 21:51Gabrysia nie spuściła wzroku. Bo czasem mnie też nikt nie
- 21:55słucha powiedziała, bo Jestem mała i wszyscy myślą, że mały
- 22:00znaczy nieważny, że jak jesteś mała to nie wiesz.
- 22:04Że jak jesteś mała to nie czujesz, ale to nieprawda,
- 22:07nieprawdaż? Gertruda milczała, chochliki pod
- 22:12ławką podniosły głowy, jakby usłyszały coś, czego od dawna
- 22:16nikt nie mówił. Ja zaczęła gertruda.
- 22:21Głos jej się załamał, nie gorzko krucho.
- 22:25Jak piernik, który pęka nie dlatego, że jest twardy, ale
- 22:29dlatego, że był zbyt długo sam. Chciałam tylko, żeby ktoś
- 22:34zauważył, żeby choć raz ktoś powiedział, że gorycz jest
- 22:38potrzebna, że bez niej piernik nie jest piernikiem, że.
- 22:44Przerwa. Nie chciałam, żeby świat zgasł,
- 22:48nie chciałam, żeby te małe pierniczki, żeby one.
- 22:52Spojrzała na piernik cichą, ciemną głuchą w dłoniach
- 22:57gabrysi. Nie umiem tego cofnąć szepnęła.
- 23:03Zabrałam tryby, żeby ktoś mnie usłyszał, ale teraz młyn nie
- 23:06ruszy, bo bo nawet z trybami brakuje.
- 23:11Brakuje ciebie powiedziała gabrysia.
- 23:15Gertruda zamrugała. Co młyn ma 4 komory, słodką
- 23:21korzenną kwaśną i gorzką 3 działają, ale gorzka jest pusta,
- 23:27bo ty odeszłaś i młyn nie ruszy, dopóki nie wrócisz, bo gorzki
- 23:32smak jest potrzebny i ja to mówię.
- 23:37Gertruda popatrzyła na gabrysie i po raz pierwszy od bardzo
- 23:41bardzo dawna uśmiechnęła się nie gorzko, nie sarkastycznie, nie z
- 23:48ukrytą prawdą, która boli. Ciepło jak piernik, który
- 23:53właśnie wyjęto z pieca. Dawno nikt tak do mnie nie mówił
- 23:57szepnęła gabrysia wyciągnęła rękę.
- 24:01To choć młyn czeka. Gertruda patrzyła na tę rękę
- 24:06małą dziecięcą, wyciągniętą bez wahania.
- 24:11I wzięła ją. Wracały razem gabrysia i
- 24:15gertruda cynamonowąścieżką przez gasnącą pierniklandię za nimi
- 24:21dreptały chochliki cicho, ostrożnie, jakby bały się, że to
- 24:25sens, którego zaraz ktoś się obudzi.
- 24:28Gertruda szła prosto z pękniętą Koroną z powrotem na głowie
- 24:33krzywo, ale z godnością. Jej ciemne piernikowe ciasto nie
- 24:38wyglądało już groźnie. Wyglądało jak to, czym było
- 24:42ciemną częścią piernika, bez której jasna część nie miałaby
- 24:47kontrastu. Przy wielkim młynie czekali
- 24:50wszyscy Miłosz z pierniczkiem na dłoni ledwo przytomnym z oczkami
- 24:55otwartymi na szparkę felek z gorzką polewą na ciele jak drugą
- 25:00skórą, spokojny, gotowy. Laki z nosem w Górze jakby
- 25:05wyczuwał, że coś się zmienia kala z nadzieją w orzechowych
- 25:09oczach, a wokół nieruchome, piernikowe krasnale Wrocławia,
- 25:14zastygły jak posągi, które czekają na cud.
- 25:19Felek uśmiechnął się cicho po 2 felkowy nosem, uśmiechem kogoś,
- 25:24kto właśnie zobaczył, że kawałek układanki, którego szukał od
- 25:27początku, był cały czas na swoim miejscu.
- 25:31Tylko nikt go nie prosił, żeby został gertruda stanęła przed
- 25:35młynem, patrzyła na maszynerię na 4 komory na zębatki na rury z
- 25:40lukru i kominy z cynamonowej kory.
- 25:43Na to wszystko, co kiedyś było jej domem na komorę gorzkiego
- 25:47smaku, pustą, ciemną i zimną, która czekała na nią od dnia.
- 25:53Kiedy odeszła, potrzebujecie gorzkiego smaku.
- 25:57Powiedziała i jej głos nie był gorzki, był lekko zachrypnięty.
- 26:02Trochę niepewny jak głos kogoś, kto stoi przed drzwiami do domu
- 26:07po bardzo długiej podróży i nie wie, czy jeszcze wolno mu wejść.
- 26:12To. Ja Jestem gotowa.
- 26:16Podeszła do młyna, stanęła przed pustą komorą, podniosła ciemne,
- 26:21piernikowe dłonie. Te dłonie, które zostawiały
- 26:24gorzki pył wszędzie, gdzie dotknęły i położyła je na
- 26:28młynie. Przez chwilę nic się nie działo,
- 26:32komora była zimna, wyłączona zbyt długo jak piec, który
- 26:37wygasł i nie chce się rozpalić od jednej zapałki.
- 26:41Gertruda naciskała mocniej, zacisnęła zęby nic.
- 26:47Nie działa krzepnęła i w jej głosie słychać było panikę.
- 26:52Tę samą, którą skrywała od początku.
- 26:55Za późno byłam za długo poza. I wtedy felek podszedł cicho,
- 27:02spokojnie z gorzką polewą na ciele ciemną, lśniącą, ale
- 27:07miękką, bo ją zaakceptował. Stanął obok gertrudy.
- 27:12I wyciągną swoje czekoladowe dłonie pokryte gorzką warstwą na
- 27:16słodkim czekoladowym ciele i położył je na młynie tuż obok
- 27:21jej piernikowych rąk. Co robisz?
- 27:25Szepnęła gertruda, popatrz na mnie powiedział felek.
- 27:30Czekolada i piernik, słodycz i gorycz na jednym ciele i jakoś
- 27:36się trzyma. Uśmiechnął się tym swoim
- 27:40uśmiechem, który oznaczał, że właśnie zobaczył coś, czego inni
- 27:45nie widzą. Bo smaki nie muszą się lubić,
- 27:48muszą się uzupełniać pod ich dłońmi. 4 rękami 2 z gorzkiego
- 27:54piernika, 2 z gorzkiej polewy na słodkiej czekoladzie.
- 27:58Komora zadrżała. Ciepło spotkało się z goryczą,
- 28:03słodycz z głębią, jakby ktoś wreszcie połączył 2 bieguny
- 28:08baterii i przepłynął prąd. Coś zaczęło się formować pod ich
- 28:14wspólnym dotykiem. Ciemny trybik, gorzki kształtem
- 28:19niepodobny do pozostałych 3 nie serce, nie gwiazda, nie tarcza,
- 28:24raczej kwiat gorzki kwiat ciemnym środkiem i płatkami jak
- 28:29pęknięte linie piękny na swój surowy, nieoczywisty sposób.
- 28:35Na czekoladowej fali szepnął felek, wszystko się ocali.
- 28:40Tryb wsunął się w komorę gorzkiego smaku, klik i młyn
- 28:44ożył nie od razu. Najpierw dźwięk głęboki, basowy
- 28:50pomruk, jakby ziemia wzięła oddech.
- 28:54Potem ruch zębatki w komorze gorzkiego smaku poruszyły się
- 28:58pierwsze wolno pewnie z miarowym chrupnięciem za nimi komora
- 29:04słodka. Złote tryby zakręciły się z
- 29:07wesołym brzękiem, potem korzenna.
- 29:10Z ciepłym sypkim szumem i kwaśna z ostrym, radosnym syknięciem. 4
- 29:18komory 4 smaki. Razem młyn ruszył z hukiem
- 29:24strzaskiem z rykiem, który rozniósł się po całej
- 29:28pierniklandii jak grzmot po niebie.
- 29:31Tryby się kręciły, koła obracały rury z lukru, zawirowały kominy
- 29:36z cynamonu, buchały dymem, ale nie gorzkim, nie mdłem pachnącym
- 29:43pysznie pachnącym. Bo ten dym niósł aromat piernika
- 29:50prawdziwego piernika, takiego jakiego nigdy wcześniej nie
- 29:53było, bo nigdy wcześniej wszystkie 4 smaki nie pracowały
- 29:57razem z taką siłą. Słodycz, gorycz, korzenie,
- 30:03kwasek razem. Aromat uderzył jak fala
- 30:08niecsunami raczej jak ciepły prąd w morzu, który otula cię od
- 30:13stóp do głowy i mówi, Wszystko będzie dobrze.
- 30:17Piernik landia gasnąca wyblakła, popękana, zaczęła się budzić
- 30:23lukier na domach rozjaśniał się i błyszczał jak mokry miód w
- 30:27słońcu cynamonoweścieżki odzyskały kolor.
- 30:31Goździkowe latarnie zapłonęły jedna po drugiej, jak świece na
- 30:35torcie urodzinowym drzewa z piernikowego ciasta wyprostowały
- 30:39gałęzie, fontanna z karmelu na rynku trysnęła, złotą strugą, a
- 30:44piernikowe krasnale. Te nieruchome posągi, które
- 30:47siedziały na mostkach i ławkach, jak zapomniane zabawki poruszyły
- 30:51się najpierw jedne, potem drugie, potem dziesiątki.
- 30:56Wstawały prostowały się mrugały lukrowymi oczkami i rozglądały
- 31:00się dookoła z miną kogoś, kto właśnie obudził się z bardzo
- 31:04długiego snu. Artur gdzieś w piernikowym
- 31:07Poznaniu. Podniósł głowę i przez jedną
- 31:11chwilę jedną krótką chwilę jego oczy rozbłysły rozpoznaniem,
- 31:17jakby zobaczył przez mgłę chłopca, z którym kiedyś budował
- 31:20coś z klocków. Miłosz szepnął, ale moment minął
- 31:26i Artur znów był zwiadowcą pierwszej klasy.
- 31:30Kala stała obok gabrysi i mrugała.
- 31:34Szybko jakby próbowała złapać wspomnienie, które uciekało jak
- 31:38motyl. Gabi.
- 31:41Powiedziała cicho, potem pokręciła głową i uśmiechnęła
- 31:45się. Nic chyba mi się przyśniło.
- 31:49Ale to wszystko było tłem, bo gabrysia patrzyła na jedną
- 31:53jedyną rzecz napierni ś na głuchą cichą zimną maskotkę,
- 32:00którą trzymała przy piersi od chwili, gdy ta zgasła aromat
- 32:04młyna, dotarł do niej ciepły, pełny wszystkie smaki naraz i
- 32:11lukrowe oczka matowe, ciemne, zamknięte.
- 32:15Drgnęły. Pierniś otworzyła oczy najpierw
- 32:20jedno, potem drugie lukrowe tęczówki rozbłysły nie tylko jak
- 32:26kiedyś, ale jaśniej niż kiedyś serduszko na brzuchu za
- 32:29pulsowało. Mocno wyraźnie jak serce, które
- 32:33właśnie przypomniało sobie, że bije.
- 32:36Gabi powiedziała pierniś głos cienki zaspany jak ktoś kto
- 32:42budzi się z bardzo głębokiego snu i nie pamięta coś śnił.
- 32:47Co co przegapiłam gabrysia patrzyła na nią sekundę 2. 3.
- 32:55A potem przytuliła ją tak mocno, że aż wafelkowa czapeczka felka
- 32:59podskoczyła od wstrząsu. O Jezus, marius pierniś
- 33:04krzyknęła, śmiejąc się i płacząc jednocześnie, bo czasem te 2
- 33:08rzeczy dzieją się razem i to jest zupełnie normalne.
- 33:12Wszystko przegapiłaś. Na dłoni miłosza pierniczek
- 33:17otworzył oczy. Powoli.
- 33:21Mrugnął, zobaczył, że świat jest kolorowy, że młyn się kręci, że
- 33:26gabrysia śmieje się przez łzy. O powiedział pierniczek chyba
- 33:33chyba ominęło mnie coś ważnego, coś ważnego.
- 33:37Miłosz parsknął śmiechem tak głośno, że laki zaszczekał z
- 33:41radości. Pierniczku ominęło cię wszystko,
- 33:46laki biegał dookoła młyna szczekając jak szalony, bo
- 33:49powietrze pachniało lepiej niż cokolwiek co kiedykolwiek
- 33:53wąchał. A wąchał w życiu naprawdę wiele.
- 33:57Felek cofnął się od młyna o krok polewa na jego ciele.
- 34:01Ta gorzka, ciemna warstwa lśniła w świetle odradzającej się
- 34:05pierniklandii. Nie odpadła została.
- 34:10Ale wyglądała inaczej, nie jak pancerz narzucony siłą, tylko
- 34:14jak część niego gorzka warstwa na czekoladowym ciele dodająca
- 34:19głębi nie blokująca. Felek uśmiechnął się, a gertruda
- 34:26stała przy młynie z dłońmi, wciąż na komorze gorzkiego smaku
- 34:31i płakała. Cicho bez wstydu.
- 34:35Łzy spływały po jej ciemno piernikowej twarzy jak krople
- 34:38gorzkiej czekolady, ale ciepłej nie zimnej takiej, którą pije
- 34:44się wieczorem, gdy chce się poczuć bezpiecznie i tam, gdzie
- 34:47spadały na ziemię wyrastały małe gorzkie kwiatki, ale ładne.
- 34:54Naprawdę ładne. Portal otworzył się cicho, nie z
- 34:59hukiem jak ten, który wciągnął ich do pierniklandii raczej z
- 35:03westchnieniem ciepłym korzennym pachnącym wszystkimi 4 smakami
- 35:08naraz, jakby piernik landia mówi, dziękuję i do zobaczenia.
- 35:15Gabrysia, Miłosz, felek i laki przeszli przez portal i
- 35:19wylądowali dokładnie tam, gdzie wszystko się zaczęło.
- 35:22U dziadków w mycie linie. W bazie z koców i poduszek.
- 35:27Baza ciągle stała nienaruszona jak zamek z piasku, którego może
- 35:32nie zdążyło zmyć koce, wisiały na krzesłach dokładnie tak jak
- 35:36je zostawili. Poduszki leżały w stosie nawet
- 35:39kubek po soku miłosza stał na podłodze nieruszony, jakby nic
- 35:44się nie wydarzyło, jakby między momentem, gdy maskotki spadły na
- 35:47planszę, a teraz minęło dokładnie Zero sekund.
- 35:52Ale plansza. Gra planszowa leżała na podłodze
- 35:56bazy drewniana, pachnąca korzeniami, ale teraz Miłosz
- 36:02zobaczył to od razu na jej powierzchni było coś nowego.
- 36:06Symbole. Kiedyś były 3.
- 36:09Serce gwiazda tarcza teraz były 4.
- 36:14Czwarty symbol wyrzeźbiony w ciemnym drewnie, jakby był tam
- 36:19od zawsze, ale wcześniej ukryty wyglądał jak kwiat.
- 36:23Gorzki kwiat. Z ciemnym środkiem i płatkami
- 36:27jak pęknięte linie. O jezusiu szepnął Miłosz,
- 36:32czwarty symbol. Wcześniej go nie było.
- 36:36Albo był powiedział felek cicho. I nikt go nie zauważał, tak jak
- 36:42nikt nie zauważał gorzkiego smaku.
- 36:45Gabrysia trzymała pierniś znów pluszową znów mięciutką znów
- 36:51nieruchomą, bo w świecie ludzi maskotki nie mówią, nie mrugają
- 36:55i nie mają pulsujących serduszek.
- 37:00Ale pachniała pierniś pachniała gabrysia przyłożyła maskotkę do
- 37:05nosa i wciągnęła powietrze i poczuła coś, czego wcześniej nie
- 37:10czuła. Zapach piernika, pełny, głęboki
- 37:16ze słodyczą korzennym ciepłem, odrobiną kwaskowatości i gorzką
- 37:21nutą, która nie była nieprzyjemna.
- 37:24Była potrzebna jak ciemniejszy kolor na obrazku, który sprawia,
- 37:29że jasne kolory wyglądają jaśniej.
- 37:32Piernik pachnie powiedziała gabrysia z uśmiechem, który był
- 37:36tak ciepły, że mógłby ogrzać cały mycielin.
- 37:40Pachnie jak piernik u babci. Miłosz podniósł pierniczka i
- 37:44powąchał o jezusiu szepnął pierniczek też pachnie idealnie.
- 37:54Bo teraz mają wszystkie smaki powiedziała gabrysia.
- 37:57Nawet ten gorzki i to jest ok. Felek poprawił wafelkową
- 38:02czapeczkę wolno starannie z takim gestem, jaki robi się na
- 38:07koniec czegoś ważnego i powiedział cicho jakby do
- 38:10siebie, jakby notował coś w czekoladowym notatniku, gdzieś w
- 38:13głębi swojej wafelkowej głowy. Wniosek, najlepsza receptura to
- 38:19taka, w której nikt nie zostaje pominięty.
- 38:23I wtedy z dołu z kuchni, gdzie pachniało mąką i ciepłem
- 38:28doleciał głos babci dzieci, pierniki gotowe.
- 38:33Gabrysia i Miłosz spojrzeli na siebie przez jedną chwilę jedną
- 38:38ciepłą piernikową chwilę stali w bazie z koców i poduszek na
- 38:43strychu domu dziadków w mycie, linie trzymając w rękach
- 38:46maskotki, które pachniały jak nigdy wcześniej z planszą na
- 38:50podłodze, na której właśnie pojawił się czwarty symbol i z
- 38:54psem, który chrapał im u stóp, a potem zaczęli się śmiać.
- 39:00Nie z czegoś konkretnego, po prostu ze wszystkiego z przygody
- 39:06z tego, że wrócili z tego, że pierniś i pierniczek pachną z
- 39:10tego, że babcia upiekła pierniki i nawet nie wie, dlaczego dziś
- 39:14pachną lepiej niż zwykle z tego, że świat ten zwykły ludzki nie
- 39:19piernikowy świat jest dobry. I zbiegli na dół, skacząc po 2
- 39:25schodki, trzymając maskotki pod pachą z lakiem depczącym im po
- 39:29piętach. A na strychu w ciszy, na planszy
- 39:33leżącej na podłodze bazy z koców i poduszek.
- 39:36Gorzki kwiat za migotał ciepłym światłem.
- 39:41Jakby ktoś gdzieś daleko w świecie z piernikowego ciasta i
- 39:45lukru uśmiechnął się z ulgą. I wreszcie nie czuł się sam.
- 39:52I tak kończy się wielka piernikowa gra gabrysia i Miłosz
- 39:56wrócili do domu piernik i pierniczek pachną wszystkimi
- 40:00smakami, a gorzka gertruda, ta, którą wszyscy uważali za
- 40:05złoczyńcę, okazała się brakującym składnikiem, który
- 40:09cały czas był potrzebny, bo to jest myślę.
- 40:13Najważniejsza rzecz z tej historii.
- 40:16Czasem ten, kto wydaje się problemem, jest tak naprawdę
- 40:19częścią rozwiązania. Czasem ktoś, kto zachowuje się
- 40:23gorzko, po prostu czeka, aż ktoś powie, jesteś ważny, jesteś
- 40:28potrzebny, chodź do stołu, a gabrysia?
- 40:33Gabrysia zrobiła coś, czego nie potrafił nikt inny, bo odwaga
- 40:38nie musi hałasować. Czasem jest cicha jak
- 40:42wyciągnięta ręka. Dziękuję miłoszowi i gabrysi,
- 40:46naszym patronom za tę przygodę, bez waszych pierniczków, bez
- 40:51waszej bazy skoców bez waszego psa laki, które liże absolutnie
- 40:55wszystko. Ta historia by nie powstała i
- 40:58dziękuję wam wszystkim słuchaczom za to, że byliście z
- 41:02nami przez te 3 części. Mam nadzieję, że następnym
- 41:06razem, kiedy ugryziecie piernika, poczujecie w nim nie
- 41:09tylko słodycz. Poczujecie też goryczkę
- 41:13korzenie, odrobinę kwasku i pomyślicie dobre wszystkie smaki
- 41:21razem, a teraz kubek kakao, kot na ramiona i pamiętajmy
- 41:26najlepsza receptura to taka, w której nikt nie zostaje
- 41:30pominięty. Na czekoladowym tropie do
- 41:34usłyszenia.