Latest / A lektura? Ale która? / Zofia Kowalczykowa - Mój zamordowany syn, odc. 3
Transcript
- 0:00SPEAKER_00: Załatwiając formalności pogrzebowe miałam trudności z otrzymaniem aktu zgonu bez dowodu osobistego syna, którego rzekomo nie znaleziono przy nim.
- 0:09SPEAKER_00: Udałam się więc do prokuratury z prośbą o wydanie zaświadczenia o zaginięciu dowodu osobistego syna, ale zaświadczenia mi nie wydano.
- 0:19SPEAKER_00: Zarówno w Kancelarii, jak i u prokuratura Klimczaka spotkałam się z odmową, z nieuprzejmym, a nawet wrogim potraktowaniem, jak odczułam wyraźnie.
- 0:30SPEAKER_00: Prokurator Klimczak krzyczał, że nie wyda mi żadnego zaświadczenia i że nie będzie mi szukał tego dowodu, bo to nie należy do jego obowiązków.
- 0:39SPEAKER_00: Dopiero po ostrej wymianie zdań powiedział mi, że mogę otrzymać akt zgonu, jeżeli napiszę w Urzędzie Stanu Cywilnego oświadczenie o zaginięciu dowodu osobistego w czasie wypadku, w którym syn zginął.
- 0:55SPEAKER_00: Tak też uczyniłam i załatwiłam resztę formalności.
- 0:58SPEAKER_00: W dniu 28 lutego we wtorek odbył się pogrzeb naszego syna na cmentarzu przy ulicy Szczecińskiej w Łodzi.
- 1:08SPEAKER_00: W pogrzebie oprócz najbliższej dalszej rodziny uczestniczyli sąsiedzi dorośli i młodzież, również mieszkańcy okolicznych domów z naszego osiedla.
- 1:18SPEAKER_00: Uczestniczyli także koledzy i kierownictwo Skotłomontaż.
- 1:23SPEAKER_00: Wszyscy byli wstrząśnięci śmiercią naszego syna, składając wieńce i wyrażając ogromny żal i współczucie.
- 1:31SPEAKER_00: Po skończonych obrzędach religijnych jeden z kolegów syna Skotłomontażu podszedł do męża i poinformował go, że nasz syn w poniedziałek 20 lutego wracając z pracy w towarzystwie trzech kolegów, mówił, że udaje się do komendy MOUC Bałty, ponieważ był wezwany na ten dzień przez jakiegoś oficera lub inspektora dochodzeniowego.
- 1:55SPEAKER_00: Wyssiadł z tramwaju i udał się prosto do budynku komendy, który jest widoczny z przystanku.
- 2:01SPEAKER_00: Koledzy widzieli, jak się skierował prosto do budynku komendy.
- 2:06SPEAKER_00: Przed żegnając się z nimi, wyrażał obawę, że może być zatrzymany i prosił, że gdyby nazajutrz nie przyszedł do pracy, to by znaczyło, że został aresztowany i żeby koledzy przynieśli mu papierosy.
- 2:20SPEAKER_00: Prosił również kolegę mocha o pobranie za niego zaliczki, którą przywożono z siemanowic śląskich.
- 2:27SPEAKER_00: Mówił również, że był już raz wzywany w jakiejś sprawie, ale nie był zorientowany, o co funkcjonariuszom MO chodziło, gdyż jasno się widocznie nie wypowiadali o sprawie, w której syna wzywano.
- 2:40SPEAKER_00: Informacja kolegi była zaskakująca, gdyż syn wychodząc z domu nie zawiadomił nas o tym, że ma wezwanie do komendy MO, chcąc prawdopodobnie uniknąć wymówek z naszej strony, że znów coś przeskrobał, ponieważ wrócił niedawno z Zakładu Karnego w marcu 77.
- 3:01SPEAKER_00: Wychodząc z domu 20 lutego w poniedziałek do pracy nie powiedział o tym, że ma wezwanie do MO.
- 3:07SPEAKER_00: Piał natomiast, że się wyprowadza od nas rodziców, ale nie określił kiedy i gdzie.
- 3:14SPEAKER_00: Wówczas tego nie rozumiałam, gdyż wielu rzeczy tych, które wiem teraz, wtedy jeszcze nie wiedziałam.
- 3:22SPEAKER_00: Teraz wiem, że obawiając się zatrzymania w areszcie komendy, celowo powiedział w domu, że się wyprowadza, żebym nie martwiła się jego zniknięciem w wypadku jego ewentualnego zatrzymania go w areszcie.
- 3:37SPEAKER_00: Wolał postawić mnie wobec faktu dokonanego, a poza tym miał nadzieję, że może sprawa się wyjaśni i nie dojdzie do osadzenia go w areszcie.
- 3:46SPEAKER_00: Wolał więc nie mówić o tym ze mną w celu uniknięcia wymówek.
- 3:51SPEAKER_00: Liczył również na to, że w przypadku aresztowania matka zostanie powiadomiona pisemnie przez komendę MO lub prokuraturę, o czym właśnie mówił do kolegów z pracy Edwarda Mocha i Kulika, żegnając się z nimi w pobliżu komendy MOś Bałty, gdy udawał się tam 20 lutego około godziny 15.30.
- 4:15SPEAKER_00: Po pogrzebie syna w pierwszych dniach marca udałam się do prokuratury rejonowej w celu dowiedzenia się, co ustalono w sprawie tragicznego zgonu syna.
- 4:25SPEAKER_00: Czy MO i prokuratura są na tropie zabójcy?
- 4:29SPEAKER_00: Nadmieniłam w rozmowie z Prokuratorem Obywatem Klimczakiem o ekipie z Komendy Rugowego i o czynnościach dokonanych w dniu sekcji, to jest 25 lutego w zakładzie medycyny sądowej.
- 4:45SPEAKER_00: Zapytałam, co mu jest wiadome w związku z przerwanymi ekspertyzami oraz jakie są wyniki.
- 4:52SPEAKER_00: Prokurator wyraził zdziwienie i powiedział, że nic mu nie wiadomo o żadnych czynnościach przeprowadzonych przez funkcjonariuszy z Komendy Rugowego, ani o wynikach ekspertyzy, ani o zabraniu butów i odzieży mojego syna do dalszych ekspertyz.
- 5:09SPEAKER_00: W mojej obecności łączył się telefonicznie z Komendą Ruchu Drogowego i pytał o wyniki tych czynności.
- 5:16SPEAKER_00: Odpowiedziano, że nic im nie wiadomo, że nie wysyłano żadnej ekipy do medycyny sądowej oraz że nie wiedzą o wynikach ekspertyz ani o zabraniu butów i odzieży mojego syna do dalszych ekspertyz.
- 5:32SPEAKER_00: Wobec zaprzeczenia komendy ruchu o jakichkolwiek czynnościach, a nawet obecności ekipy w ogóle w zakładzie medycyny sądowej, prokurator Kimczak łączył się telefonicznie z komendą dzielnicową muć Polesie, która też czasem zajmuje się wypadkami drogowymi i pytał, czy może oni wysyłali swoich funkcjonariuszy do Zakładu Medycyny Sądowej, ale odpowiedziano również przecząco i że nic im nie wiadomo o żadnym wypadku.
- 6:03SPEAKER_00: Dzwonił również do komendy Łódź Bałuty przy ulicy Cesielskiej 27, do tej samej do której udał się mój syn na jakieś wezwanie i nie wrócił więcej do domu ani do pracy.
- 6:17SPEAKER_00: Komenda łudzbały również odpowiedziała, że nic im nie wiadomo o żadnym wypadku i że na ich polecenie nie wysyłano żadnej ekipy w celu wykonania jakichkolwiek czynności.
- 6:29SPEAKER_00: Prokurator dzwonił również do KDM Ocz Śródmieście i wreszcie do komendy miasta.
- 6:35SPEAKER_00: Wszędzie odpowiedziano przecząco, że nic im nie wiadomo o tej sprawie.
- 6:42SPEAKER_00: Powiedziałam prokuratorowi Klimczakowi również, że jest mi wiadomo, że syn mój w dniu 20 lutego w poniedziałek, popołudniu po wyjściu z pracy udał się do komendy łuczbały na jakieś wezwanie i nie powrócił do domu ani nie pojawił się w pracy.
- 6:59SPEAKER_00: Prosiłam, żeby sprawdził, do kogo był wezwany i w jakiej sprawie.
- 7:04SPEAKER_00: Zapytałam również o te guziki, które syn mój w relacji ludzi obecnych przy znalezieniu go miał wgnieczone w ciało.
- 7:11SPEAKER_00: Gdzie one są, kto je zabezpieczył?
- 7:14SPEAKER_00: Zapytałam również, czy mieszkaniec bloku przy ulicy Marysińskiej 69, obywatel Stanisław Syguła, który mojego syna znalazł i widział te guziki oraz samochód, którym mój syn prawdopodobnie został podwieziony na miejsce znalezienia, czy był już przesłuchiwany?
- 7:32SPEAKER_00: W odpowiedzi usłyszałam, że tego, czy mój syn był w komendzie, nie da się sprawdzić, i żebym jemu prokuratorowi nie wydawała poleceń.
- 7:41SPEAKER_00: Prokurator Kimczak głośno krzyczał, że po co ja w ogóle chodziłam na miejsce znalezienia syna i po co wypytywałam ludzi.
- 7:51SPEAKER_00: Następnie po co opowiadam głupstwa o guzikach, jakich w ogóle nie było, i o jakich śludziach.
- 7:59SPEAKER_00: Krzyczał na mnie, że prowadzę prywatne dochodzenie, to niech sobie prowadzę dalej, a on będzie czekał na wyniki sekcji, czyli na protokół sekcji zwłok, i dopiero po otrzymaniu protokołów będzie prowadził dochodzenie.
- 8:16SPEAKER_00: Jeżeli wykaże, że nie było alkoholu, mimo że już wspomniałam, że syn w chwili zgonu był trzeźwy.
- 8:24SPEAKER_00: Ponieważ nie ustępowałam i domagałam się przesłuchania tego człowieka, który znalazł mojego syna, Stanisława Syguę oraz dozorcy i innych mieszkańców domu przy ulicy Marysińskiej 69, prokurator Klimczak zaczął mi grozić, że już on się za mnie weźmie, jeżeli Stanisław Syguła nie potwierdzi wersji o samochodzie, tajemniczych ludziach i guzikach.
- 8:49SPEAKER_00: Jego zdaniem opowiadam historie, które sama wymyśliłam, i szkoda czasu na sprawdzanie tych rzeczy, ale on sprawdzi, i wówczas wyciągnie konsekwencje za wprowadzanie go w błąd.
- 9:03SPEAKER_00: Tego było mi już za wiele, więc zwróciłam mu uwagę, że nie miałby żadnych wątpliwości co do prawdziwości zdarzeń z 22 na 23 lutego, gdyby był na miejscu znalezienia mojego syna i gdyby na miejscu dopilnował czynności sfotografowania ciała zmarłego, owzików i zabezpieczenia śladów, co było jego obowiązkiem, a czego właśnie zaniedbał lub celowo te rzeczy nie były dokonane, bo moim zdaniem wygląda na to, że komuś zależało na zatarciu wszelkich śladów, a nie na zabezpieczeniu.
- 9:39SPEAKER_00: Zagroziłam prokuratorowi złożeniem skargi w prokuraturze generalnej i dopiero wówczas zreflewał się przestał krzyczeć i grozić.
- 9:49SPEAKER_00: Ale polecił mi, żebym napisała, co mi jest wiadomo o kontaktach syna, jakie i z kim miał, i co mi wiadomo o jego sprawach, gdzie i u kogo bywał, czym miał kontakty z dziewczętami i tym podobne rzeczy oraz kogo podejrzewam o zamordowanie syna.
- 10:06SPEAKER_00: Ale podtrzymywał w dalszym ciągu wersję, że mojego syna przejechał samochód, bo był pijany.
- 10:13SPEAKER_00: Po wyjściu z prokuratury udałam się do komendy ruchu drogowego przy ulicy Władzy Bytomskiej 60 do kierownika działu dochodzeniowego, który również zaprzeczył, jakoby funkcjonariusze z Komendy Ruchu Drogowego wykonywali jakiekolwiek czynności w zakładzie medycyny sądowej.
- 10:31SPEAKER_00: Zaprzeczył, że w ogóle nie byli wysłani.
- 10:34SPEAKER_00: Twierdził, że nie wydał żadnego polecenia w tej sprawie i że nic mu nie wiadomo o żadnym śmiertelnym wypadku.
- 10:41SPEAKER_00: Upierałam się, żeby sprawdzono zapisy w rejestrze.
- 10:46SPEAKER_00: Nigdzie nie było prawdopodobnie wzmianki o żadnym wypadku samochodowym i nie było wspomniane nazwisko mojego syna jako poszkodowanego.
- 10:55SPEAKER_00: Powoływałam się na świadectwo pracowników zakładu medycyny sądowej, którzy byli świadkami wykonywania zdjęć i innych czynności oraz wydawali tej ekipie odzież syna i buty, które to rzeczy zabrali funkcjonariusze do dalszych ekspertyz.
- 11:11SPEAKER_00: Pytałam, gdzie i u kogo są te rzeczy.
- 11:14SPEAKER_00: Kierownik w dalszym ciągu zaprzeczał, mówił, że nic mu o niczym nie wiadomo.
- 11:19SPEAKER_00: Było w tym pokoju obecnych jeszcze dwóch funkcjonariuszy, którzy skwapliwie przytakiwali kierownikowi, że nie słyszeli o wysyłaniu takiej ekipy i nic nie wiedzą, ale odniosłam wrażenie, że wszyscy kłamali, mając w tym jakiś cel.