Latest / A lektura? Ale która? / Zofia Kowalczykowa - Mój zamordowany syn, odc. 1
Transcript
- 0:00SPEAKER_00: Zofia Kowalczykowa, mój zamordowany syn.
- 0:04SPEAKER_00: Tekst ukazał się w nieregularnym kwartalnik literackim puls numer 910 w roku 1981.
- 0:13SPEAKER_00: Syn mój Jan Kowalczyk w dniu 20 lutego w poniedziałek o godzinie 5.45 wyszedł jak zwykle do pracy.
- 0:21SPEAKER_00: Pracował w zwierzu na terenie fabryki barwników Buta w przedsiębiorstwie montażowym kotło montaż z centralą w smianowicach śląskich.
- 0:30SPEAKER_00: Do domu po pracy tego dnia już nie powrócił ani w dni następne, to jest 21 we wtorek, ani też 22 w środę.
- 0:40SPEAKER_00: Nie pojawił się również więcej pracy.
- 0:43SPEAKER_00: Ostatni raz pracował od godziny 7.00 do 15.00 20 lute w poniedziałek.
- 0:49SPEAKER_00: Byłam zaniepokojona jego nieobecnością w domu, ale nie wiedziałam, gdzie go szukać.
- 0:55SPEAKER_00: Rozpytywałam się jego kolegów, ale nikt go nie widział.
- 0:59SPEAKER_00: W czwartek 23 lutego w godzinach popołudniowych zostałam zawiadomiona telefonem do pracy przez dozorczynie domu, w którym mieszkam obywatelkę Marię Paprocką, że syn mój nie żyje.
- 1:14SPEAKER_00: Powiedziała mi, że dowiedziała się od funkcjonariuszy MO, którzy chodzili po podwórku naszej posesji, że syn mój zmarzł na ulicy i poradziła mi, żebym zgłosiła się do prokuratury rejonowej przy ulicy Cisielskiej nr 7.
- 1:30SPEAKER_00: W kancelarii prokuratury powiedziano mi, że syn mój został znaleziony martwy o godzinie 5.00 rano w posesji przy ulicy Marysińskiej 69 przed piątą klatką schodową.
- 1:44SPEAKER_00: Oddano mi dokumenty i przedmioty, jakie znaleziono w jego kieszeniach.
- 1:48SPEAKER_00: Oddano mi legitymację ubezpieczalni społecznej oraz wejściówkę zakładową również ze zdjęciem, co nie pozostawiało wątpliwości, że są to dokumenty mojego syna.
- 2:00SPEAKER_00: Poinformowano mnie jednocześnie, że nie znaleziono przy nim dowodu osobistego, co wydawało mi się dość dziwne, bo wiedziałam, że zawsze nosił dowód przy sobie.
- 2:11SPEAKER_00: Oddano mi również jego grzebień do włosów i pudełko z zapałkami oraz kilka skasowanych biletów tramwajowych i autobusowych, których nigdy nie wyrzucał, ponieważ w końcu miesiąca otrzymywał zwrot kosztów za dojazdy do zwierza.
- 2:27SPEAKER_00: Zwróciłam uwagę na to, że zarówno legitymacja ubezpieczeniowa, jak i wejściówka zakładowa nie były zniszczone, były czyste.
- 2:36SPEAKER_00: Okładki legitymacji ubezpieczeniowej nie były zgniecione ani załamane, zdjęcia również były czyste i niepogniecione.
- 2:44SPEAKER_00: Wejściówka także i zdjęcie na niej nie nosiło żadnych śladów zniszczenia czy wypadku.
- 2:50SPEAKER_00: Grzebień do włosów także był cały, i pudełko z zapałkami też zgniecione nie było.
- 2:56SPEAKER_00: Zapałki znajdujące się wewnątrz pudełka nie były zgniecione.
- 3:01SPEAKER_00: Dziwna wydała mi się informacja dozorczyni, że syn mój zmarł, więc zadałam pytanie w prokuraturze, jak mój syn mógł zamarnąć podczas kiedy tej nocy z 22 na 23 lutego w ogóle nie było mrozu, padałamka.
- 3:18SPEAKER_00: Odpowiedziano mi, że w protokole nie pisze o zamarznięciu, tylko że został znaleziony martwy.
- 3:25SPEAKER_00: Z kancelarii prokuratury skierowano mnie do prokuratora obywatela Klimczaka, który potwierdził straszną wiadomość o śmierci syna i poinformował mnie o tym, że ciało mojego syna znajduje się w zakładzie medycyny sądowej przy ulicy Sędziowskiej oraz dał mi karteczkę z zezwoleniem na obejrzenie ciała w dniu następnym.
- 3:46SPEAKER_00: Po wyjściu z prokuratury wróciłam do domu i w towarzystwie sąsiadki pani Krystyny Sztajger udałam się na miejsce znalezienia mojego syna, czyli na ulice Maryńską 69 w celu ustalenia bliższych danych.
- 4:02SPEAKER_00: Na miejscu odszukałyśmy dozorc domu obywatela Wacława Majczaka, który pokazał mi miejsce, gdzie mój syn leżał, i dokładnie określił, jak był ułożony, jak wyglądał oraz powiedział, w jakich okolicznościach został znaleziony.
- 4:18SPEAKER_00: Od Wacława Majczaka dowiedziałam się, że ciało mojego syna znalazł mieszkaniec piątej klatki schodowej bloku przy ulicy Marysińskiej 69 obywatel Stanisław Syguła zamieszkały w mieszkaniu numer 134, kiedy wychodził do pracy.
- 4:34SPEAKER_00: Wcześniej spacerując z psem, obywatel syguła widział stojący na parkingu przed blokiem samochód marki Rzuk lub Nysa, w ciemności nie rozróżnił i dziwnie zachowujących się ludzi, kręcących i czających się obok tego samochodu.
- 4:50SPEAKER_00: Było to 23 lutego o godzinie 5 rano.
- 4:54SPEAKER_00: Nie było tego dnia mruzu, padała mrzawka.
- 4:57SPEAKER_00: Dozorca opowiedział, że obywatel Stanisław Syguła obudził go i zaalarmował jeszcze innych spotkanych w tym czasie sąsiadów dwie kobiety i mężczyzn, którzy wracali o świcie do domu od rodziny ze wsi.
- 5:11SPEAKER_00: Powiedział im, że przed piątą klatką schodową leży człowiek nieprzytomny lub nieżywy.
- 5:17SPEAKER_00: Ludzie ci byli mieszkańcami spod numeru 80 pani Teresa Szymczak oraz małżeństwo Marek i Zofia Pietuszka.
- 5:26SPEAKER_00: Dozorca opowiedział dalej, jak wraz z obywatelem sygułą i markiem pietruszką przewrócili mojego syna na plecy, bo leżał ułożony twarzą do ziemi z głową w kierunku do klatki schodowej, ręce ułożone blisko ciała, nogi złożone razem z lekko rozchylonymi piętami.
- 5:43SPEAKER_00: Dozorca relacjonował dalej, że syn mój miał zakrzepłą krew pod nosem i widoczne okaleczenie u nasady nosa między brwiami.
- 5:51SPEAKER_00: Spodnie miał mokre aż ociekające wodą, a kurtkę suchą.
- 5:56SPEAKER_00: Buty całe niepogięte, ani nieporozrywane, również miał suche, aż podeszwy były białe od suchego kurzu na nich.
- 6:06SPEAKER_00: Dozorca Majczak mówił również, że wydawało mu się, iż buty były bez sznurowadeł.
- 6:12SPEAKER_00: Opowiadał, że dotykano rąk syna, żeby sprawdzić, czy bije puls.
- 6:16SPEAKER_00: Pulsu nie wyczuwano, więc dostawiono do ust Lusterko, żeby sprawdzić, czy może żyje.
- 6:23SPEAKER_00: Ciało nie wykazywało jeszcze zesztywnienia.
- 6:26SPEAKER_00: Ludzie pobiegli do trzeciej klatki schodowej, gdzie znajduje się aparat telefoniczny, żeby wezwać pogotowie ratunkowe, ale okazało się, że kabal od aparatu został odcięty lub wyrwany.
- 6:38SPEAKER_00: Wobec tego obywatel Stanisław Segła wraz z obywatelem Markiem Pietrzką pobiegli do zamieszkałego tam także funkcjonariusza MO, tamtejszego dzielnicowego obywatela Bonieckiego, który ma również aparat telefoniczny w domu, żeby zadzwonił po Pogotowie.
- 6:56SPEAKER_00: Funkcjonariusz Krzysztof Boniecki według relacji dozorcy długo nie otwierał, mimo silnego pukania i nawoływania sąsiadów.
- 7:03SPEAKER_00: Wreszcie po upływie około 15 minut Boniecki uchylił nieco drzwi i usłyszawszy, że pod blokiem leży człowiek nieprzytomny lub zmarły, i żeby zadzwonił po Pogotowie zamknął drzwi, obiecując, że zaraz przyjdzie, ale jednak nie wyszedł w ogóle przez około 3 godziny, póki ciało nie zostało zabrane do zakładu medycyny sądowej.
- 7:24SPEAKER_00: Prawdopodobnie również nie zadzwonił po pogotowie, ponieważ upłynęło więcej niż 40 minut i karetka Pogotowia nie przyjechała.
- 7:33SPEAKER_00: Ludzie usiłowali ratować mojego syna we własnym zakresie, mając nadzieję, że może jeszcze żyje.
- 7:39SPEAKER_00: W tym celu dozorca Majczak zawinął z przodu mojemu synowi swetry, jakie miał na sobie i chciał mu zrobić masaż klatki piersiowej.
- 7:48SPEAKER_00: Wtedy zobaczył, jak również inni zebrani tam ludzie, że synma wgnieczone w ciało kilka guzików w okolicach żołądka.
- 7:55SPEAKER_00: Majczak mówił, że guzików było kilka, sześć lub siedem i że były ciemne, prawdopodobnie szare, plastikowe z połyskiem wielkości 10 lub 20 groszówki.
- 8:06SPEAKER_00: Były wgnieczone dość głęboko w ciało, tak że ludzie w pierwszej chwili wyobrażali sobie, że syn miał wmontowaną aparaturę medyczną po jakiejś operacji.
- 8:17SPEAKER_00: Ale zaraz potem zorientowali się, że były to guziki, bo przy poruszaniu syna trzy sztuki z tych guzików wyskoczyły na zewnątrz, a reszta została w ciele.
- 8:27SPEAKER_00: Ludzie widząc te guziki przestali ruszać syna.
- 8:31SPEAKER_00: Z dalszej relacji dozorcy wiem, że dwie kobiety, pani Szymczak i pani Pietruszka przypomniały sobie, że również posiada telefon inna mieszkanka tego domu pani Kujawska, pobiegłami poprosiły o wezwanie pogotowia.
- 8:44SPEAKER_00: Pani Kujawska natychmiast zadzwoniła i po upływie około 15 minut przyjechała karetka reanimacyjna.
- 8:51SPEAKER_00: Lekarz stwierdził po wsłuchaniu, że już jest po zgonie, ale na prośbę zebranych osób jeszcze raz podłączył aparaturę medyczną, która potwierdziła raz jeszcze zgon.
- 9:02SPEAKER_00: Dozorca mówił, że guziki te widzieli wszyscy zebrani tam ludzie, których przybywało, jak również lekarz Potowia, któremu zaraz, jak się zbliżył do mojego syna, powiedział Stanisław Syguła, że leżący człowiek ma wciśnięte w ciało jakieś guziki.
- 9:18SPEAKER_00: Wiadomo mi od dozorcy, jak również od innych ludzi obecnych na miejscu znalezienia mojego syna, że po bardzo długim czasie oczekiwania karetki reanimacyjnej na przyjazd MO, które również wezwała pani Kujawska dzwoniąc pod 07 do Pogotowia MO, ponieważ innego numeru milicyjnego nie znała, przybyło dwóch funkcjonariuszy MO, z drugiego komisariatu z ulicy Nowopolskiej.
- 9:45SPEAKER_00: Przybyli na miejsce funkcjonariusze, przypatrywali się leżącemu, i wówczas jeden z nich w obecności zebranych tam ludzi wypowiedział takie słowa.
- 9:54SPEAKER_00: Widać bracie, że ty tutaj nie przyszedłeś na własnych nogach i tutaj nie umarłeś, bo twoje buty o tym świadczą, masz zupełnie suche buty.
- 10:04SPEAKER_00: Właśnie po tej uwadze milicjanta wszyscy zebrani ludzie spojrzeli na buty i spostrzegli, że buty były suche z białym kurzem na podeszwach, że nie były pokniecione ani porozrywane, wyglądały normalnie, ale niektórzy zapamiętali, że w butach nie było sznurowadeł.
- 10:22SPEAKER_00: Zapamiętała to na przykład mieszkanka spod numeru 42.
- 10:28SPEAKER_00: Po wstępnych oględzinach milicjanci przystąpili do obszukania kieszeni w odzieży mojego syna.
- 10:34SPEAKER_00: Wyjęli mu z wewnętrznej lewej kieszeni kurtki znajdującej się na wysokości klatki piersiowej dokumenty, z których dowiedzieli się, kim jest nieżyjący człowiek i gdzie mieszka, gdyż w legitymacji ubezpieczeniowej, jaką trzymał w ręku funkcjonariusz MO, był dokładny adres.
- 10:52SPEAKER_00: Wówczas dozorca zaproponował, żeby zawiadomić rodzinę zmarłego, ale funkcjonariusz odpowiedział, że nie potrzeba, bo przyjdą i będą robili cyrk, jak określił i że będą przeszkadzali.
- 11:06SPEAKER_00: Ponieważ jednak obywatel Majtczak upierał się przy tym, że trzeba zawiadomić rodzinę, a obecny tam również mieszkający w tym domu taksówkarz zaofiarował się jechać wraz z dozorcą odszukać rodziny zmarłego, milicjant podał adres, ale mylny, pod którym dozorca i taksówkarz, mimo pół godzinnego rozpytywania ludzi, rodziny nie znaleźli i powrócili z niczym.
- 11:30SPEAKER_00: Dozorca poinformował mnie, jak również potem inni mieszkańcy tego domu, którzy obserwowali wydarzenia tego ranka do końca, że funkcjonariusze MO, mimo że od początku było podejrzenie śmierci nienaturalnej u mojego syna, chociażby te buty, całkiem suche, a spodnie mokre uciekające wodą i wciśnięte w ciało guziki, milicjanci również wiedzieli o guzikach, nie spowodowali dokonania żadnych czynności zabezpieczających ślady.
- 11:59SPEAKER_00: Nie wezwali żadnej ekipy specjalistów od kryminalistyki, ani nie było prokuratora.
- 12:05SPEAKER_00: Nie były wykonane zdjęcia ciała na miejscu, gdzie leżało, ani nie sfotografowano tych guzików.
- 12:12SPEAKER_00: Nie wykonano chociażby szkiców w miejscu ułożenia ciała.
- 12:15SPEAKER_00: Nie zdjęto również żadnych śladów, a było ich mnóstwo.
- 12:19SPEAKER_00: Istnieje podejrzenie, że w podrzucaniu zwłok mojego syna i w morderstwie brało udział i jest zamieszanych kilka osób.
- 12:26SPEAKER_00: Nie zabezpieczono również guzików, które widzieli wszyscy obecni przy znalezieniu zwłok syna, które zginęły lub celowo zostały usunięte, gdyż jest wiadomo, że nie pochodziły z odzieży syna.
- 12:40SPEAKER_00: Ciało zostało znaleziono o godzinie 5 rano i leżało do godziny ósmej.
- 12:45SPEAKER_00: I nie wiadomo mi do tej pory, nad czyje polecenie zostało przewiezione do zakładu medycyny sądowej bez dokonania podstawowych czynności zabezpieczających ślady.
- 12:56SPEAKER_00: Podejrzewam, że nie było to przypadkowe zaniedbanie i lekceważenie swoich obowiązków, lecz celowe zacieranie wszystkich śladów przez przybyłych na miejsce milicjantów, którzy po obejrzeniu dokumentów mojego syna natychmiast zorientowali się w sytuacji, gdyż musieli wiedzieć o zatrzymaniu mojego syna w areszcie komendy łódź Bałty.
- 13:15SPEAKER_00: Uczynili to prawdopodobnie przez solidarność lub otrzymali już jakieś instrukcje w tej sprawie.